Maseczkę Rival de Loop
udało mi się wygrać w rozdaniu na jednym z blogów. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z tą
marką, więc zaciekawiona zabrałam się za testowanie. I tutaj spotkał mnie
zawód, ale o tym za chwilę.
Maseczka
dostępna jest w Rossmanie i kosztuje niecałe 2 zł.
Opis
producenta
Maseczka z 10% mocznikiem
i podwójnym kwasem hialuronowym o różnej wielkości cząsteczek, jest
przeznaczona do intensywnej pielęgnacji bardzo suchej i podrażnionej skóry.
Skład
Aqua, Urea, Glycerin,
Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Butylene Glycol, Decyl Oleate,
Glycine Soja Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Ethylhexyl Isononanoate,
Glyceryl Stearate, Helianthus Annuus Seed Oil, Sodium Lactate, Phenoxyethanol,
Panthenol, Sorbitol, Lactic Acid, Carbomer, Xanthan Gum, Sodium Acrylate/Sodium
Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Parfum, Polyisobutene, Ethylhexylglycerin,
Sodium Hyaluronate, Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Sorbitan Oleate,
Limonene, Caprylyl/Capryl Glucoside, Ascorbyl Palmitate, Pantolactone,
Linalool, Citric Acid, Ascorbic Acid
Moja
opinia
Maseczki
użyłam raz. Mieści się ona w dwóch połączonych saszetkach o pojemności 8 ml każda. Maseczka ma kremową konsystencję o różowym odcieniu i całkiem ładnym
zapachu.
Niestety kilka minut po nałożeniu maski zaczęłam czuć pieczenie na twarzy, a kiedy spojrzałam w lustro zauważyłam zaczerwienienie. Zmyłam maskę i niestety moja twarz zrobiła się strasznie czerwona i ciągle lekko piekła. Oczyściłam twarz tonikiem Mixa i posmarowałam ją kremem nagietkowym Sylveco.
Niestety kilka minut po nałożeniu maski zaczęłam czuć pieczenie na twarzy, a kiedy spojrzałam w lustro zauważyłam zaczerwienienie. Zmyłam maskę i niestety moja twarz zrobiła się strasznie czerwona i ciągle lekko piekła. Oczyściłam twarz tonikiem Mixa i posmarowałam ją kremem nagietkowym Sylveco.
Na
szczęście po pół godzinie podrażnienie zniknęło, a moja twarz stała się gładka i
wyglądała zdrowo jak gdyby nigdy nic. Sama nie wiem, co mogło być przyczyną takiej reakcji mojej cery. W
każdym razie drugiej saszetki raczej nie odważę się wykorzystać.
Wiem, że u wielu te maseczki spisują się bardzo dobrze. Nie zniechęcam Was do niej, a jedynie zalecam ostrożność, szczególnie jeśli posiadacie wrażliwą cerę.
Tak wyglądała moja buzia kilka minut po zmyciu
maseczki. Na żywo wyglądało to troszkę gorzej – czerwone plamy i wypustki. Masakra…
Znacie tę maseczkę? A może byłyście kiedyś w podobnej sytuacji?
Pozdrawiam,