Balea
słynie z pięknie pachnących żeli pod prysznic, choć składy ma
typowo drogeryjne. Będąc za granicą, nie mogłam więc przejść
obok nich obojętnie. Trochę szkoda tylko, że trafiłam na małe DM
i nie miałam dużego wyboru, choć z drugiej strony wtedy mogłabym
kupić więcej. Tak czy inaczej, w moim koszyku wylądowały dwa żele
pod prysznic: jeden brzoskwiniowy z perełkami oleju i drugi kremowy
o zapachu granatu i kwiatu brzoskwini. I dziś chciałabym Wam o nich
opowiedzieć.
Maseczki
w płacie szybko zyskały sympatię w blogosferze. Ja byłam ich
bardzo ciekawa, ale długo zwlekałam z zakupem. Ostatnio jednek udało mi się wylicytować swopa z maseczką w płacie Balea Sweet Mango na portalu Dresscloud (klik. Dla niewtajemniczonych to taki
portal dla kobiet, gdzie udostępniasz zdjęcia, za które
otrzymujesz kryształki. Kryształki te możesz później przeznaczyć
na licytację swopa – zestawu kosmetyków i różnych akcesorii.
Oczywiście oprócz tego jest forum, gdzie można porozmawiać z
innymi dziewczynami w bardzo sympatycznej atmosferze). W miniony weekend maseczkę wykorzystałam i chciałbym coś Wam o niej opowiedzieć.
Produkty
Balea słyną z kolorowych szat graficznych i pięknych zapachów.
Niestety w Polsce są słabo dostępne. Można je kupić w sklepach z
niemieckimi produktami, na allegro i w kilku sklepach internetowych.
Ja w tym roku odwiedziłam Czechy i przy okazji wstąpiłam do
drogerii DM, by wybrać coś dla siebie. Skusiłam się między
innymi na peeling Balea Sommerliebie o zapachu melona i arbuza. Co o
nim myślę?